Poniedziałek, 24 kwietnia 2017. Imieniny Bony, Horacji, Jerzego

Petycja w sprawie pozwolenia dla rodziny ukraińskiej na dalszy pobyt w Malborku

2017-04-21 10:36:43 (ost. akt: 2017-04-21 13:41:32)

41-letni Vladimir Solomko do 2014 roku mieszkał z żoną Hanną i synem Nikitą w Doniecku, skąd zostali wypędzeni przez prorosyjskich separatystów. W grudniu 2014 roku w trójkę dotarli na przejście graniczne w Medyce – bez żadnych dokumentów. Poprosili o ochronę międzynarodową i Straż Graniczna wpuściła ich do Polski. Potem poprzez ośrodek dla uchodźców dzięki kontaktom z Kościołem Zielonoświątkowym i Kościołem Chrześcijan Baptystów trafili do Malborka, gdzie mieszkają od ponad dwóch lat.

Urząd do Spraw Cudzoziemców nie przyznała jednak tej rodzinie Solomko statusu uchodźców, czyli nie uzyskali pozwolenia na legalny pobyt w naszym kraju ani ochrony międzynarodowej. Nie pomogło też odwołanie do Rady do Spraw Uchodźców, decyzja pozostała negatywna. Kolejne odwołanie trafiło do Sądu Administracyjnego w Warszawie, ale ten jeszcze nie odpowiedział.

Można wyrazić solidarność i pomóc rodzinie z Ukrainy podpisując petycję dotyczącą pozwolenie na ich pobyt w Polsce, przygotowaną przez członków Kościoła Chrześcijan Baptystów. Petycja znajduje się TUTAJ.

Jak piszą autorzy petycji, 12 lipca 2014 r. Solomkowie zostali wypędzeni ze swojego domu przez prorosyjskich separatystów. Tamtego dnia zawaliło się ich dotychczasowe życie. Vladimir stracił pracę informatyka na tamtejszym uniwersytecie chrześcijańskim. Hanna musiała przerwać studia na ostatnim roku turystyki i także zrezygnować z pracy. Nikita przestał chodzić do szkoły. Początkowo małżeństwo z dzieckiem znalazło schronienie u rodziców Hanny, później pomieszkiwali u rodziców Vladimira - obie miejscowości leżą w Donbasie i znajdują się w rękach separatystów.

Przez kilka miesięcy Vladimir próbował znaleźć pracę i mieszkanie w zachodniej Ukrainie (w tym czasie Hanna z Nikitą przebywała u rodziny w Donbasie), ale bezskutecznie. Desperacja i obawa o przyszłość swoich bliskich skłoniła go do podjęcia radykalnego kroku – wyjazdu w nieznane do Polski. W grudniu 2014 roku w trójkę dotarli na przejście graniczne w Medyce – bez żadnych dokumentów. Poprosili o ochronę międzynarodową i Straż Graniczna wpuściła ich do Polski. Potem poprzez ośrodek dla uchodźców dzięki kontaktom z Kościołem Zielonoświątkowym i Kościołem Chrześcijan Baptystów trafili do Malborka, gdzie mieszkają od ponad dwóch lat.

W Malborku zaczęli na nowo układać sobie życie. Tutaj na świat przyszedł ich drugi synek, Janek. Z pomocą mieszkańców Vladimir znalazł mieszkanie i pracę. Nikita doskonale radzi sobie w polskiej szkole, co potwierdza dyrekcja i nauczyciele:„Dziecko bardzo szybko zaaklimatyzowało się w nowym towarzystwie, w nowej szkole i rzeczywistości. Jest dobrym uczniem i obecnie włada swobodnie językiem polskim w mowie i piśmie. Jest przygotowany do zajęć, aktywny i koleżeński. Na pewno byłoby to dla niego dużą stratą, gdyby musiał opuścić szkołę i nasz kraj.”

Rodzina cieszy się dobrą opinią w swoim środowisku. Swoją przyszłość wiąże z Polską. Szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców uznał jednak, że powinni opuścić nasz kraj i wyjechać na zachodnią Ukrainę.

Warto podkreślić, że Vladimir z rodziną jak uchodźcy uciekli z rejonu objętego wojną, natomiast w zachodniej Ukrainie nie mają nikogo, musieliby więc znowu zaczynać życie od zera. Nie bez znaczenia jest też podnoszony przez Vladimira wątek jego polskich korzeni. Mieszkaniec Malborka zapewnia, że jego pradziadkowie byli Polakami. Niestety, z obawy przed prześladowaniami zniszczyli dokumenty – dziś Vladimir nie jest w stanie udokumentować swojego pochodzenia.

informacje i zdjęcie: www.change.org